Dzisiejsza sesja kolejny raz z rzędu zakończyła się
wzrostami indeksów, co potwierdza dość stanowczo
początek panowania byków na parkiecie.
Nie da się jednak ukryć, że utrzymywanie kolejnych,
wyższych poziomów cenowych akcji przychodzi inwestorom
już coraz trudniej. Taki stan rzeczy ma na celu
skorygowanie ostatnich wzrostów o jakąś wartość cen,
jednak poziom korekty nie jest dokładnie znany (trzeba
jednak założyć, że spadek po obecnym wzroście będzie
już w pełni kontrolowany przez stronę popytową i zostanie
wykorzystany do akumulacji akcji).
Ważne będzie to, dokąd rynek spadnie po pierwszym
wzroście (który trwa obecnie). Ważna jest tutaj niezmiernie
siła popytu. Z zasady im słabszy będzie spadek korekcyjny
tego wzrostu, tym z większym impetem powinien rosnąć
rynek. Dalej - od tego czynnika zależy więc w głównej
mierze zasięg dalszego wzrostu naszych indeksów.
Nie ma więc jeszcze jednoznacznej odpowiedzi, na ile
możemy liczyć przy obecnej korekcyjnej zwyżce bessy.
Z czasem odkryje się więcej kart, więc będzie się wiedzieć
więcej. Alternatyw jest wiele i w tej chwili przedział
możliwości również jest ogromny (2800 - 3350 na WIG20,
ale po co stawiać odważne tezy, skoro bessa trwa?).
Tym czasem kolejna sesja w USA zakończyła się zwyżkami
indeksów (mimo kłopotów w trakcie sesji), co rzuca dobre
światło na możliwość forsowania wyższych poziomów cenowych
na WIG20.
sobota, 10 stycznia 2009
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz